Biskup Ignacy Jeż, którego setną rocznicę urodzin będziemy obchodzić w przyszłym roku, mówiąc o nas, o Koszalinie i Pomorzu środkowym, że ludzie przybyli tu z różnych miejsc, powiedział: "Skoro trawa, aby dobrze się ukorzenić potrzebuje dwustu lat, to co dopiero człowiek? Co dopiero ta społeczność, która tutaj jest ciągle nowa?".
Musimy mieć świadomość tego, że my ciągle jesteśmy tutaj w jakimś sensie, i społecznie, ale i religijnie, pionierami. To my tworzymy społeczeństwo, to my tworzymy tutaj kulturę wiary, podążamy jakąś konkretną drogą.
Św. Makary, biskup, w IV wieku napisał w homilii: "Podobnie jak dom, jeśli nie mieszka w nim właściciel, staje się mroczny, zaniedbany i zniszczony, wypełnia się brudem i kurzem, tak też dusza opuszczona przez swego Pana, który przebywał w niej z chórem aniołów, wypełnia się ciemnością grzechów, brudem pożądań i wszelką brzydotą. Biada drodze, po której nikt nie chodzi i nie słyszy się na niej głosu człowieka. Staje się bowiem kryjówką dzikich zwierząt. Biada duszy, jeśli Pan nie przechadza się w niej, jeśli Jego głos nie odpędza duchowych srogich zwierząt zła i przewrotności. Biada domowi, jeśli nie mieszka w nim właściciel. Biada ziemi, jeśli zabraknie rolnika, który by ją uprawiał. Biada okrętowi, gdy brak mu sternika, albowiem miotany falami, nawałnicą, zginie na pewno. Biada duszy, jeśli nie ma w niej prawdziwego sternika - Chrystusa. Owładnięta ciemnością wzburzonego morza, miotana falami pożądań, wstrząsana jakby gwałtowną burzą przez duchy nieczyste, ulegnie w końcu ostatecznej zagładzie. Biada duszy, jeśli zabraknie jej Chrystusa".
Chrześcijanie nie różnią się od innych ludzi ani miejscem zamieszkania, ani językiem, ani strojem. Nie mają bowiem własnych miast, nie posługują się jakimś niezwykłym dialektem, ich sposób życia nie odznacza się niczym szczególnym. Nie zawdzięczają swej nauki jakimś pomysłom czy marzeniom niespokojnych umysłów, nie występują, jak tylu innych, w obronie poglądów ludzkich. Mieszkają w miastach greckich i barbarzyńskich, jak komu wypadło, stosują się do miejscowych zwyczajów w ubraniu, jedzeniu, sposobie życia, a przecież samym swoim postępowaniem uzewnętrzniają owe przedziwne i wręcz nie do uwierzenia prawa, jakimi się rządzą.
Mieszkają każdy we własnej ojczyźnie, lecz niby obcy przybysze. Podejmują wszystkie obowiązki jak obywatele i znoszą wszystkie ciężary jak cudzoziemcy. Każda ziemia obca jest im ojczyzną i każda ojczyzna ziemią obcą. Żenią się jak wszyscy i mają dzieci, lecz nie porzucają nowo narodzonych. Wszyscy dzielą jeden stół, lecz nie jedno łoże. Są w ciele, lecz żyją nie według ciała. Przebywają na ziemi, lecz są obywatelami nieba. Słuchają ustalonych praw, a własnym życiem zwyciężają prawa. Kochają wszystkich ludzi, a wszyscy ich prześladują. Są zapoznani i potępiani, a skazywani na śmierć zyskują życie. Są ubodzy, a wzbogacają wielu. Wszystkiego im niedostaje, a opływają we wszystko. Pogardzają nimi, a oni w pogardzie tej znajdują chwałę. Spotwarzają ich, a są usprawiedliwieni. Ubliżają im, a oni błogosławią. Obrażają ich, a oni okazują wszystkim szacunek. Czynią dobrze, a karani są jak zbrodniarze. Karani, radują się jak ci, co budzą się do życia. Żydzi walczą z nimi jak z obcymi, Grecy ich prześladują, a ci, którzy ich nienawidzą, nie umieją powiedzieć, jaka jest przyczyna tej nienawiści.
Jednym słowem: czym jest dusza w ciele, tym są w świecie chrześcijanie.
(List do Diogneta)




