Wydrukuj tę stronę

Kazanie na sierpień (2013)

Napisane przez  Opublikowano w: Silva rerum

Sierpień... Jest wiele tematów aktualnych, jak idea trzeźwości, która wzięła się z potrzeby historii... Oto ruiny zgładzonej Warszawy jeszcze płoną, oto święta Maryjne, 15 i 26 sierpnia, zmuszają do refleksji.

 

 

Dane mi było kilka razy prowadzić rekolekcje w Warszawie. Na jednym z takich spotkań wywiązała się dyskusja w gronie zaproszonych osób, które z polskich miast jest bardziej święte - Warszawa, czy może Kraków, czy może jeszcze inne miasto. Związany z Krakowem odpowiedziałem bez zająknięcia, że z pewnością Kraków, bo tam na Starym Mieście po prostu nie ma kościoła, który nie miałby swojego świętego. Być może uderzyłem w czułe miejsce Warszawiaków, bo nastała taka twórcza cisza.

 

A potem zabrał głos ksiądz poeta Jan Twardowski, który zarzucił mi, że się bardzo pomyliłem w tej gradacji wartości świętych miast. Bo to prawda, że świętych wyniesionych na ołtarze Kraków ma więcej, ale Warszawa ma więcej świętych cichych i pokornego serca. O nich tylko wie sam Bóg.

 

Wymieńmy wydarzenia, które nawiedziły Warszawę, jak: koniec insurekcji kościuszkowskiej i rzeź Pragi. Dowódca wojsk rosyjskich gen. Suworow pisał do carycy Katarzyny II:

 

Wywlekaliśmy na ulice starców, kobiety i dzieci, wszystkie place zasłane były ciałami zabitych, a krew lała się strumieniami, tak że wody Wisły, stały się czerwone.

 

Przez długie lata nie było wiadomo, co się stało z ciałami zamordowanych prażan. W nocy z 3 na 4 listopada 1830 roku, równo w rocznicę rzezi Pragi, nad Warszawą przeszła straszliwa ulewa. Potoki wody odsłoniły masowe groby pomordowanych. Z kościołów ruszyły procesje, coraz więcej ludzi przybywało do bezimiennych mogił. 29 listopada wybuchło Powstanie listopadowe.

 

Któż nie zna tych pięknych strof poezji Adama Mickiewicza z "Reduty Ordona":

 

Warszawa jedna twojej mocy się urąga,
Podnosi na cię rękę i koronę ściąga,
Koronę Kazimierzów, Chrobrych z twojej głowy,
Boś ją ukradł i skrwawił, synu Wasilowy!

 

A w innym miejscu:

 

Bóg wyrzekł słowo stań się, Bóg i zgiń wyrzecze.
(...)
Karząc plemię zwyciężców zbrodniami zatrute,
Bóg wysadzi tę ziemię, jak on swą redutę.

 

Juliusz Słowacki pisze wiersz o bohaterskim generale Józefie Sowińskim:

 

Oparłszy się na ołtarzu,
Na białym bożym obrusie,
I tam łokieć położywszy,
Kędy zwykle mszały kładą,
Na lewej ołtarza stronie,
Gdzie ksiądz Ewangelią czyta.
(...)
I wrogom się broni szpadą;
A wokoło leżą wodze
Batalionów i żołnierze,
I potrzaskane armaty,
I gwery: wszystko stracone!

 

Mija kolejne 30 lat. Wybucha Powstanie styczniowe. Sięgamy do finału, do Cytadeli Warszawskiej wybudowanej kilka lat wcześniej przez cara Mikołaja dla patriotycznej części narodu polskiego. W celi numer 11 więziony jest Romuald Traugutt. Na 5 sierpnia 1864 roku wyznaczono czas egzekucji.Dla generała Traugutta i jego towarzyszy przygotowano na stokach cytadeli szubienice. Zebrało się 30 tys. Polaków. Zabrzmiały zwiastuny śmierci, rozkaz został wykonany. Lud padł na kolana i gromkim głosem śpiewał "Boże coś Polskę...". To nie była zwykła pieśń, to był rozkaz uciemiężonego ludu polskiego; i nie prośba, ale wołanie "Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie...".

 

Przyszedł rok 1920 – rok Cudu nad Wisłą. Polska co dopiero powstała z ponad stuletniej niewoli i natychmiast, w tym wieku niemowlęcym, musiała zmierzyć się z mocarstwem Lenina i Stalina. Dla nich była tylko przeszkodą do połączenia rewolucji w Rosji ze zrewoltowanymi i wykrwawionymi na polach bitewnych I wojny światowej, Niemcami i Francją. "Polska niepodległa jest bardzo niebezpieczna dla Rosji. Stanowi zło!" - wołał Lenin. "Po trupie białej Polski prowadzi droga do pożaru, którego płomienie ogarną świat" - wtórował jemu jeden z wodzów bolszewickich, Michaił Tuchaczewski.

 

Ambasador brytyjski w przedwojennej Polsce, lord Edgar D'Abernon nazwał Bitwę warszawską "osiemnastą decydującą bitwą w dziejach świata", w swojej książce pod takim właśnie tytułem. Czytamy tam:

 

Współczesna historia cywilizacji zna mało wydarzeń posiadających znaczenie większe od bitwy pod Warszawą w roku 1920 ... Gdyby bitwa pod Warszawą zakończyła się była zwycięstwem bolszewików, nastąpiłby punkt zwrotny w dziejach Europy, nie ulega bowiem wątpliwości, iż upadkiem Warszawy Środkowa Europa stanęłaby otworem dla sowieckiej inwazji.

 

"Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć" (1P 5,8). Okazją była II wojna światowa. Szatan wcielił się w osobowość Stalina i Hitlera. Dla Polaków, nieszczęście totalne, to Powstanie warszawskie. 1 sierpnia 1944 roku - 200 tys. osób cywilnych zabitych, 15 tys. żolnierzy, cały kwiat Armii Krajowej, 600 tys. zmuszonych do opuszczenia swoich domów, z czego kilkadziesiąt tysięcy trafiło do obozów koncentracyjnych. Zginął kwiat polskiej młodzieży. Jerzy Andrzejewski, ktory podczas wojny był niekwestionowanym przywódcą literatów pisał o swojej matce zabranej do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück:

 

Niech płaczą nad sobą ci, ktorzy nie mogą inaczej. Ostatecznie każde cierpienie jest ważne. Można je uszanować. Nawet zrozumieć. Lecz cóż znaczą udręki żywych wobec tych ostatnich ludzkich chwil, którym odjęta została wszelka nadzieja, a dane - gorycz tylko, nędza ciała, okrucieństwo i pogarda?

 

Krzysztof Kamil Baczyński w wierszu "Elegia o... [chłopcu polskim]" pisze:

 

I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc,
i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut - zło.
Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.
Czy to była kula, synku, czy to serce pekło?

 

Zakończy moje rozważania Jan Kasprowicz słowami wiersza "Dies irae" (Dzień gniewu):

 

Trąba dziwny dźwięk rozsieje,
ogień skrzepnie, blask ściemnieje,
w proch powrócą światów dzieje.
Z drzew wieczności spadną liście na
Sędziego straszne przyjście,
by świadectwo dać Psalmiście...

 

A ks. Jan Twardowski, kończy – w przekonaniu Kościoła pierwszych wieków każdy męczennik był świętym. Mamy to zapisane w liturgii pogrzebowej (antyfona In paradisum):

 

Niech aniołowie zawiodą cię do raju,
A gdy tam przybędziesz, niech przyjmą cię męczennicy
I wprowadzą cię do krainy życia wiecznego.

 

A Warszawa męczenników … to nic, że nie ma ich na ołtarzach, oni są w niebie.

 

Ks. Kazimierz Bednarski