Noc trwa nieustannie nad światem.
Lecz wkrótce wzejdą na niebie czterej Ewangeliści
W symbolicznych postaciach
Człowieka nowo narodzonego
I wołu ofiarnego,
I lwa zmartwychwstałego,
I orła wniebowstępującego.
Już czas odmówić nocną litanię...
Witajcie czterej Ewangeliści,
Wybrani pisarze Boga!
Witajcie postacie podtrzymujące tron Pański,
Witajcie mężowie skrzydlaci,
Kroczący
W wieńcu płonących pochodni
I błękitnych błyskawic,
Objawieni przed wiekami
W apokaliptycznym widzeniu!
Bądźcie zawsze obecni w sercach naszych
I w działaniach naszych,
I w myślach naszych,
I w wędrówkach naszych,
I w przygodach naszych,
I w doświadczeniach naszych,
I w troskach naszych,
I w niepokojach naszych,
I w pytaniach naszych.
O, wy pisarze i strażnicy
Utrwalonego na wieczność słowa!
Sprawcie,
Aby ludzie czytali księgi wasze,
Głosili je,
Rozdawali jak chleb,
Powtarzali głośno i w milczeniu
Niezliczoną ilość razy,
Aby o nich medytowali,
Aby o nich rozprawiali,
Aby te księgi były nie tylko w ich domach,
Ale były przede wszystkim ich domem,
Ich schronieniem,
Ich tarczą
I mieczem,
I celem ich dróg.
A noc trwa nieustannie nad światem,
A ziemia, anioł upadły,
Szczerzy zęby do gwiazd
I wyje.
Roman Brandstaetter
Utwór ten możemy znaleźć w tomie poezji Księga modlitw dawnych i nowych. Jest to dzieło zwarte, ale zaskakujące sformułowaniami i myślowymi przeskokami. Stąd konieczność zastosowania genetyzmu wydaje się być warunkiem sine qua non do jego logicznego zrozumienia.
Już sam tytuł wiersza Litania do czterech Ewangelistów odsyła do bogatej strategii znaczeniowej i emocjonalnej modlitwy litanijnej. Tonacja błagania, litości i prośby, jakże właściwa modlitwie serca (Jezu synu Dawida, ulituj się nade mną), rozpisana na wiele głosów w psalmistycznej tradycji stawia nas przed problemem odpowiedzi: dlaczego poeta wybiera gatunek literacki litanii? Litania jest przecież ściśle związana z liturgią Kościoła. Mając swój ustalony porządek i charakter sakralny, zdaje się mało atrakcyjną formułą poetycką. Mimo to Roman Brandstaetter - nie burząc wielowiekowej konwencji liturgicznej obecnej w życiu Kościoła - decyduje się wykorzystać, tę przekraczającą poetycką konwencję, formułę. Odpowiedź kryje się z pewnością w doświadczeniu i drodze życiowej autora. Poeta całą swoją twórczością zdaje się wyrażać stanowisko, iż pisanie ma wiele wspólnego z dawaniem świadectwa i wyznaniem wiary, czasem nawet trudnym prorokowaniem. Domaga się zatem sięgania również po te środki wyrazu, które są charakterystyczne dla przekazu religijnego, liturgicznego.
Wiersz rozpoczyna złowieszcza, apokaliptyczna fraza diagnozująca obecny stan rzeczywistości: Noc trwa nieustannie nad światem. Jakie znaczenie kryje się za tymi słowami. Co znaczy, że noc trwa nad światem? Czym jest ta noc i skąd się wzięła? W poszukiwaniu odpowiedzi w sposób naturalny narzuca się odniesienie do Księgi Rodzaju, do opisu początków świata i ludzkości, gdzie czytamy Ziemia by ta bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód (...), wtedy rzekł Bóg - niechaj się stanie światłość (Rdz. 1,2-4). W doświadczeniach rabinistycznych ciemność nocy kojarzy się z przemocą, nieszczęściem, wszelkim zepsuciem a nawet śmiercią. Karząc Egipcjan Bóg-Jahwe posługuje się ciemnościami, które trwają przez trzy dni (Wj 10,21). W doświadczeniu wielu bohaterów Starego i Nowego Testamentu noc jest odkrywana jako czas oddany we władanie szatana. Paweł apostoł wierzącym z Kościoła lokalnego w Efezie obwieszcza istotę swej myśli apostolskiej Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw Rządcom świata tych ciemności (...) (Ef 6,12).
Synoptyczni ewangeliści w natchnionym zapisie uzewnętrzniającym wewnętrzne pokusy mesjańskie poddawane Jezusowi przez szatana na pustyni wspominają o czterdziestu dniach i czterdziestu nocach. Można zakładać, że pokusy te miały miejsce w nocy (Mt 4, 1-11; Łk 4,2; Mk 1,12). Marek ewangelista pisze także o ciemności, które wystąpiły w ciągu dnia, kiedy Jezus konał na krzyżu: Od godziny szóstej do godziny dziewiątej cały kraj zaległy ciemności. Około dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem "Boże mój, Boże, czemuś mnie opuścił" (Mk 15, 33-34). W tym przypadku Jezus jakby potwierdzał ludzką samotność w ciemności, wskazując jednocześnie na zapomnienie czy opuszczenie przez Boga. Stąd zrozumiały staje się odruchowy lęk człowieka przed nocą. Te biblijne konotacje nocy, ciemności Kościół przywołuje w czasie czuwania Paschalnego w liturgii światła, by nam uzmysłowić konsekwencje grzechu pierworodnego, mroczną stronę egzystencji ludzi niezdolnych do miłości i wybaczania. Czym jest światło paschału,jak nie samym Jezusem Chrystusem, który oświetla egoizm ciemności, który wyrywa nas ze śmierci do życia wiecznego. Stąd noc trwająca nieustannie nad światem ma przede wszystkim wymiar religijny. Gdybyśmy chcieli sparafrazować ten wiersz, to powiedzieli byśmy, że cierpienie trwa nadal nad światem, że ludzkość odrzucająca miłość Boga wybiera ciemność w głębokim niezrozumieniu rzeczywistości. Tymczasem zło króluje. Bóg jest, choć dla wielu jednocześnie nie istnieje. Poeta powtórzy te konotacje śmierci i nocy jeszcze raz przy końcu wiersza, tworząc symboliczną klamrę pesymizmu. Ludzkość jest zamknięta w kręgu śmierci. Anioł upadły szczerzy zęby do gwiazd. Wydawać by się mogło, że nie ma wyjścia z opresji, nie ma nadziei.
Noc to jednak również czas oczekiwania, wypatrywania ocalenia, czas modlitwy. Czas czuwania przy zapalonych świecach. Myśl poety - pulsująca rytmem psalmów - przekracza zatem rozpacz nocy i prowadzi do obrazu nadziei. Czytamy lecz wkrótce wzejdą na niebie czterej Ewangeliści. Słowo wzejdą używamy zwykle w związku frazeologicznym ze zjawiskami o życiodajnych, podniosłych odwołaniach, np. słońce wzejdzie na niebie. Jest ono w tym wydaniu związane z nadzieją. A zatem Ewangeliści wzejdą jak słońce, jak światło w groźne ciemności świata:
W symbolicznych postaciach
Człowieka nowo narodzonego
I wołu ofiarnego,
I lwa zmartwychwstałego,
I orła wniebowstępującego.
Tekst ten w sposób bezpośredni odwołuje się do tradycji Kościoła, w której każdemu z Ewangelistów został przypisany symbol mający stanowić swoistą syntezę stylu, wrażliwości i sposobu przedstawienia rzeczywistości danego autora. Symbol stanowiący wynik wtórnych interpretacji słów "Apokalipsy św. Jana":
A w środku i dookoła tronu
cztery Zwierzęta pełne oczu z przodu i z tyłu.
Zwierzę pierwsze podobne do lwa,
Zwierzę drugie podobne do wołu,
Zwierzę trzecie z twarzą jak gdyby ludzką,
a Zwierzę czwarte podobne do orła w locie.
(Ap 4,6-7)
Płynność i nieodwracalność lotu orła wniebowstępującego symbolizuje zwycięstwo nad śmiercią. Śmierć jest zawsze powiązana z ziemią. Nigdy z niebem, z tym, co u góry, z Tym, który jest Panem Zastępów. Jedność rzeczywistości zbawienia, rzeczywistości Boga samego - nieskończenie prostego domaga się przejścia od tego, co nowo narodzone choć jeszcze po części ziemskie, do tego, co wniebowstępuje stając się coraz bardziej jednością w Bogu.
Idźmy dalej, analizując poszczególne piętra zdań poetyckich. Interesujące, że właściwa litania rozpoczyna się od słów: Już czas odmówić nocną litanię. Słowa te zrywają iluzoryczną zasłonę wcześniejszych poetyckich wizji i mrocznych obrazów nagromadzonych we wstępnej medytacji. Choć panuje noc i rozpacz - czas przejść do modlitwy. W tym miejscu poeta zaskakuje, nadając litanii oryginalny epitet, mianowicie nocna litania. Odnosi się wrażenie, że nie o porę nocy, czas i miejsce recytowania litanii upomina się poeta, lecz o prawdę, że jego modlitwa jest, niestety, uwikłana w ciemności, w chaos niezrozumiałego istnienia. W tej nocnej, jak mówi poeta litanii, o tej porze duchów (jakbyśmy chcieli zauważyć w Weselu Wyspiańskiego) podmiot liryczny, ten natchniony gospodarz litanii wzywa na pomoc ducha Ewangelistów - wybranych pisarzy Boga.
Piękna metafora Ewangeliści - pisarze Boga zaskakuje swoją prostotą; święci Mateusz, Marek, Łukasz i Jan są tylko pisarzami (nawet nie poetami, a rzemieślnikami Słowa) i aż pisarzami. Gdyby nie fakt, że zostali wybrani przez Ducha Świętego, byliby jednymi z nas. Radość, że są w ciemnej ludzkiej nocy obecni czterej Ewangeliści, posłani od Boga, ogarnia z nagła przestrzeń litanii. Poeta krzyczy:
Witajcie czterej Ewangeliści,
Witajcie postacie podtrzymujące tron Pański,
Witajcie mężowie skrzydlaci.
Znowu trzy razy woła witajcie jakby ta anafora poetycka miała wielkie znaczenie w przeraźliwie smutnej modlitwie.
W tym miejscu chciałbym włączyć w interpretacyjny kontekst omawianej litanii odniesienie do Apokalipsy św. Jana. Istotnie Brandstaetter pozwala podmiotowi wiersza czynić aluzję. I tak oto czterej Ewangeliści:
Kroczący
W wieńcu płonących pochodni
I błękitnych błyskawic,
Objawieni przed wiekami
W apokaliptycznym widzeniu!
stają się strażnikami - jak pisze poeta - Utrwalonego na wieczność słowa. Oczywiście nie sposób ominąć złożonego problemu owych strażników Słowa Bożego. W historycznym spojrzeniu strażnicy byli związani ze Świątynią i jej murami. W genezie znajdujemy ich u Mojżesza przed wkroczeniem do Ziemi Obiecanej, kiedy wszyscy wywiadowcy zginęli w tajemniczych okolicznościach, prócz Jozuego i Achaba. Strażnik to ktoś znacznie więcej niż stróż. To przede wszystkim dźwigający odpowiedzialność wobec każdego "ty" - by przekazać nienaruszony skarb Słowa. To potwierdzający stale istnienie Innego. Pisze o tym Levinas w książce pt. Cztery talmudyczne wykłady, gdzie analizuje duchowość judaistyczną. Pointą niech pozostanie celna metafora poety o Ewangelistach jako strażnikach Słowa i bardzo ważne zaproszenie sformułowane pod ich adresem.
Posłuchajmy, co jeszcze mówi litania: Bądźcie zawsze obecni w naszych sercach - tu naturalnie, jak przystało na litanię wymienia się liczne prośby. Te apokryficzne zwroty kierowane do Ewangelistów (zauważmy, że apostrofę kieruje się zwykle w stronę wychwalanego bóstwa), ciepłe i bezpośrednie bądźcie, sprawcie użyte w tonacji proszącej, prowadzą nas do odkrycia, że Słowo Boże nie jest zwykłym ludzkim logosem, ale etosem, to znaczy prawdziwym, jedynym domem człowieka.
Wezwania zmierzają w swojej kompozycji do najżarliwszego pragnienia poety:
Aby te księgi były nie tylko w ich domach,
Ale były przede wszystkim ich domem,
Ich schronieniem,
Ich tarczą
I mieczem,
I celem ich dróg.
Brandstaetter tak pisał, jak wierzył, z miłości do Biblii, w której wyrósł w swoim domu rodzinnym legendarnego dziadka Mordechaja Dawida w Tarnowie. Nie sposób nie przywołać w tym miejscu fragmentu jego wspomnień z dziecięcych lat: Biblia leżała na biurku mojego dziadka. Biblia leżała na stołach moich praojców. Nigdy w bibliotece. Zawsze na podręczu. W naszym domu nikt Biblii nigdy nie szukał, nigdy również nie słyszałem, aby ktokolwiek pytał, gdzie ona leży. Wiadomo było, że u dziadków na biurku, na małym stoliku obok fotela, w którym wieczorami zwykł siadywać ojciec. Miejsce, na którym leżała Biblia, było dla mnie miejscem wyróżnionym... (R. Brandstaetter, Krąg biblijny, Warszawa 1986, s. 14). W tle tych wspomnień zdają się pobrzmiewać słowa proroka Ezechiela, jakże dramatycznie pobrzmiewające w przekładzie autora:
I rzekł do mnie: Spożyj to, co przed sobą widzisz.
Spożyj tę księgę
I idź, i przemawiaj do Izraela.
A ja otworzyłem usta,
A On nakarmił mnie księgą.
(Ez 3, 1-2 - tłumaczenie zamieszczone w R. Brandstaetter, Krąg biblijny. Warszawa 1986, s. 69).
Zauważmy także, że zaproszenie do przebycia drogi - od posiadania Biblii na półce domowej do "mieszkania" w Biblii - stanowi troskę Kościoła o każdego chrześcijanina, żeby Słowo Boże było znane, żeby wiarę budować na paradygmacie biblijnym, a nie tylko na samej tradycji.
Kiedy zwraca się poeta do Ewangelistów z prośbą:
Aby ludzie czytali księgi wasze,
Głosili je,
Rozdawali jak chleb,
odzywa się w nim po raz któryś misyjny duch. Twórczość nie polega na epatowaniu sobą, ale na głoszeniu Dobrej Nowiny. Tak rozumiał swoje powołanie Roman Brandstaetter.
Z rytmu litanijnego wyrywa odbiorcę fraza końcowa, stanowiąca powrót do obrazu nocy trwającej nieustannie nad światem. Choć wzeszły gwiazdy czterech Ewangelistów, ziemia nadal zdaje się pogrążoną w mroku:
Szczerzy zęby do gwiazd
I wyje.
W słowach tych można doszukiwać się jakiejś wyjątkowej intuicji - prorockiej diagnozy, wraz z upływem czasu zyskującej tylko na aktualności. Świat "szczerzący" zęby do głupstwa, którym dla postnowoczesnych pogan wydaje się światło Krzyża i Ewangelii. A jednocześnie świat pełen skowytu. Ludzkość wyjąca pośród ciemności do Światła, którym wzgardzą. I pośród chaosu tego świata - dajmy się ponieść wyobraźni - wznosi się Litania do czterech Ewangelistów, szeptana ustami Pana Romana, w zaciszu pokoju rozświetlonego naftową lampą, znad Biblii, pośród zalegającej ciszy pachnącej rodzynkami, tłuczonym cynamonem i goździkami. (R. Brandstaetter, Krąg biblijny, Warszawa 1986, s. 32).
Ks. dr Kazimierz Bednarski
Litanie Romana Brandstaettera. Uniwersytet im. Adama Mickiewicza, Wydział Teologiczny, Poznań 2011.
Litania do czterech Ewangelistów (Litany to the Four Evangelists).