Wydrukuj tę stronę

Biskup Krzysztof Zadarko - kazanie w wigilię Zesłania Ducha Świętego (fragment)

Napisane przez  Opublikowano w: Aktualności

Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie - niech przyjdzie do Mnie i pije! (J 7,37)

 

Ciągle mamy w sobie jakieś pragnienia. Jako chrześcijanie powiemy, że mamy pragnienie Boga, jako uczniowie Jezusa Chrystusa mamy pragnienie aby Go naśladować. Ale w naszej praktyce - praktyce modlitewnej i życia chrześcijańskiego - mam nieraz wrażenie, że to pragnienie jest mylone ze słowem marzenie.

 

Ludzie i chrześcijanie też mają mnóstwo marzeń, osobistych planów. To są plany na swoje życie, na życie wspólne z małżonkiem, z rodziną - słuszne, uzasadnione i bardzo potrzebne. Marzenie zdobycia zawodu, wykształcenia, zrealizowania takich bardzo ludzkich, życiowych potrzeb, jak dobre mieszkanie, dobry dom - takie poczucie szczęścia, które jest w każdym sercu i ono nie jest złe, jest dobre, święte.

 

Ale czy marzenie to to samo, co pragnienie? W dzisiejszej ewangelii Chrystus mówi jednak o pragnieniu - "kto jest...", a oznacza to nic innego jak to, że chyba nie wszyscy mają pragnienia, bo gdyby tak było usłyszelibyśmy słowa - "niech wszyscy przyjdą do mnie".

 

Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza (J 7,38)

 

Czy jest w naszym sercu pragnienie błogosławieństwa? Czy są to tylko nasze marzenia, wśród których mogą znajdować się nawet bardzo pobożne myśli i plany. Czy moim pragnieniem jest odkrycie Boga, czy pragnę poznać Jego wolę i tylko Jego wolę realizować w moim życiu. Tak jak uczył nas, nasz Pan - jedynym Jego pragnieniem było pragnienie uczynienia woli Ojca. Wszystko inne było nieistotne. Była to wola, pragnienie, uczynienia woli Ojca, która jest miłością do każdego człowieka, do końca, oddając swoje życie na Krzyżu.

 

Dzisiaj chcemy modlić się o błogosławieństwo. Tylko to jedyne powinno być w naszym sercu - pragnienie odnalezienia i zrealizowania woli Ojca. Wtedy naprawdę nie będzie tak bardzo istotne - gdzie będę mieszkać, ile będę zarabiać, chociaż tego nie wolno wykluczać, to należy do naszych ludzkich podstawowych powinności i potrzeb, całkowicie zrozumiałych. Ale kiedy te marzenia nie są pragnieniem woli Ojca, wtedy jesteśmy bardzo daleko od tego źródła, od tej sadzawki Siloe, z której Żydzi czerpali wodę aby zanieść ją symbolicznie do świątyni i wyobrażać sobie wręcz namacalnie, że jedynym, który jest w stanie spełnić moje najgłębsze pragnienia jest sam Bóg.

 

Jak napisał jeden z tygodników katolickich - najbardziej widocznym znakiem zesłania Ducha Świętego nie były języki ognia nad głowami apostołów, czy harmider mówienia językami. Narodziny Kościoła można było poznać po napisach na wielu domach, sklepach i warsztatach: "Na sprzedaż". W Dziejach Apostolskich czytamy, że sprzedawali swoje majątki i dobra i rozdzielali każdemu według potrzeb. To byli pierwsi chrześcijanie, którzy odłożyli na bok swoje marzenia o dobrobycie, sukcesie, szczęściu - marzenia tak bardzo zrozumiałe. Kiedy doświadczyli Ducha Świętego w ich sercu pojawiło sie tylko jedno pragnienie - czego chce od nas Pan? Najważniejsze jest podobać się Panu, który mówił: Jeśli ktoś chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie... bogatym trudno jest wejść do królestwa Bożego... A młodzieńcowi powiedział: To idź, sprzedaj co masz i pójdź za Mną...

 

Pojawiało się w sercach chrześcijan, pierwszych uczniów to jedno jedyne niesamowite doświadczenie - pragnienie, aby szukać i wypełnić wolę Ojca.

 

Kiedy patrzymy na życie ludzi świętych, to właściwie powtarza się w nich ten sam schemat. Też mieli marzenia, swoje zawody i kariery, ale kiedy doświadczyli tego momentu - kiedy Ducha zstąpił do ich serca, marzenia odkładali na bok, a ich pragnieniem było już tylko i wyłącznie pełnić wolę Ojca. Tak jak widzieli to u Syna Bożego.

 

(...)

 

Dzisiaj będziemy modlić się o to, żebyśmy odnaleźli w swoim sercu to pragnienie, które ma w sobie coś z niesamowitej, powalającej mocy, ale jednocześnie doskonale czujemy, że to pragnienie szanuje naszą wolność - Bóg nigdy niczego nie chce od nas na przymus, nigdy nie oczekuje od nas wbrew naszej woli, chce tylko, żebyśmy zrobili w naszym sercu to jedno malutkie miejsce, gdzie On będzie mógł wejść ze swoim Duchem, a wtedy wszystko będzie się przemieniać.

 

Wtedy okaże się, że niekoniecznie musimy mieć dar języków, niekoniecznie musimy klaskać, wymachiwać rękoma. To jest cudowne i bardzo budujące dla nas i dla tych, którzy nas widzą, takiego oblicza Kościoła nam bardzo potrzeba. Gdybyśmy jednak mieli zatrzymać się tylko na tym, na kolejnym ogniu, śpiewie, na kolejnym cudzie, nawet jakimś uzdrowieniu, to trzeba się zapytać, czy przypadkiem, nie spełniło się tylko i wyłącznie czyjeś marzenie, a pragnienie czynienia woli Ojca ciągle jeszcze nie może przebić się z duszy do ciała.

 

Jęczymy i wzdychamy w tę noc, aby zrodzić w sobie to jedno jedyne pragnienie, które jest pragnieniem czynienia woli Ojca.

 

Z całego serca życzę wam wszystkim, żeby każdy z nas, dzisiaj, w to Święto Namiotów, usłyszał słowa Jezusa Chrystusa - jeśli pragniesz i wierzysz we Mnie, że jestem Synem Bożym, to przyjdż, doświadczysz wody życia.